Główne siły niemieckie, prące wkierunku Łopuszna, nadeszły od południa, czyli ze zdobytego 18 grudnia Małogoszcza, ipołudniowego wschodu, tj. zopanowanego tego samego dnia Krasocina. Dotychczasowe powodzenia dodawały Germanom pewności siebie. Wbojach krasocińskich jeden tylko 6 regiment piechoty landwery wziął wniewolę blisko 1000 Moskali, apośród nich dowódcę 186 asłanduskiego pułku piechoty. Na dzień 30 grudnia 1914 roku zaplanowano decydujące natarcie na pozycje rosyjskiej 47 dywizji piechoty, ciągnące się wokół Łopuszna iwzdłuż szosy łączącej tę osadę zMałogoszczem. 18 brygada piechoty landwery otrzymała zadanie zwinięcia carskiej obrony wzdłuż wspomnianej drogi, lecz jej natarcie wyprowadzone zmiejscowości Gnieździska utknęło wokolicach wsi Michala Góra, gdzie idący wprzedzie 46 regiment infanterii landwery, złożony głównie zWielkopolan, postradał wsumie 370 żołnierzy na czele zrannym podpułkownikiem Langenthalem. Lepiej powiodło się zrazu siłom uderzającym na Łopuszno zkierunku Krasocina...
Suchacki Marcin Knihy





Boje o przeprawy przedwcześnie odkryły przed Rosecransem kierunek natarcia konfederatów, zaś opór jego własnej konnicy dał mu czas na ściągnięcie w zagrożone rejony odpowiednich posiłków. Na północ od Lee i Gordon’s Mills pchnięty został cały korpus Crittendena, w ślad za którym maszerowały wojska George’a H. Thomasa i Aleksandra McDowella McCooka. Brak kawaleryjskich pikiet konfederackich na kluczowych drogach nie pozwolił wychwycić kluczowego pochodu korpusu Thomasa, dzięki któremu front jankeski został przedłużony, a obejście z flanki oddziałów Crittendena zostało zniweczone jeszcze przed rozpoczęciem głównych działań. Miast skutecznego oskrzydlenia pozycji federalnych i uderzenia na odsłonięte północne zgrupowanie Armii Cumberlandu, „plan Bragga zamieniał się w chaotyczny bój spotkaniowy w gęstym lesie, gdzie dowodzenie i koordynacja działań napotykały na olbrzymie trudności”. Czołowa konfederacka brygada piechoty 19 września nieoczekiwanie napotkała całą dywizję od Thomasa, a przecież wedle dotychczasowych raportów nikt z wrogów w jej pasie działań miał nie występować… Marcin Suchacki (1979), historyk i pisarz, wychowanek II LO im. Jana Śniadeckiego w Kielcach, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Niniejsza książka stanowi dziewiątą w jego dorobku. Na jej kartach Autor odsłania przed polskim czytelnikiem genezę, przebieg i następstwa tytułowej bitwy, koncentrując się na wojskach Stanów Skonfederowanych.
Zgodnie z nowym regulaminem Bechtolsheim posuwał się na czele, gdy na siwym koniu wyjechał major Antonio Stoppino, próbując ocenić sytuację. Włoska armata oddała jeden strzał, lecz niecelny. Nim kanonierzy zdążyli się przygotować do kolejnego strzału, ułani zaatakowali. Zginął podporucznik Giovanni Francesco Rionero, a Stoppino stoczył pojedynek z rotmistrzem, który zakończył się, gdy Stjepan Kazezević zadał mu śmiertelne pchnięcie lancą. Ranny oficer upadł, a artylerzyści, widząc chaos, wycofali się, dezorganizując szeregi kompanii. Rotmistrz powinien był wydać sygnał do odwrotu, ale brakowało oficera prowadzącego, co utrudniło manewr. Możliwe, że jeźdźców poniosły przerażone konie lub fantazja rotmistrza. Dezorganizacja pododdziału, który przewyższał liczebnością dwa plutony jazdy, oraz śmierć wysokiego rangą oficera wroga były znaczącymi osiągnięciami. Pozostałe włoskie kompanie wycofały się przed szarżującymi Sławończykami, ostrzeliwując ich z boku. Bechtolsheim dotarł do skrzyżowania szlaków, gdzie kawalerzyści zostali zaatakowani, co doprowadziło do strat wśród szarżujących.
Rankiem 4 lutego 1864 roku feldmarszałek porucznik Ludwig von Gablenz, dowódca austriackiego korpusu ekspedycyjnego, wizytował żołnierzy po zaciętej potyczce z Duńczykami w Ober-Selk. Towarzyszył mu 32-letni kapitan Wilhelm von Grndorf, którego losy odzwierciedlają zawirowania habsburskiej monarchii. W czasach Wiosny Ludów Grndorf zafascynował się rewolucyjnymi ideami, wstępując do Legionu Akademickiego w Grazu, który miał walczyć o nowe prądy. Po upadku wiedeńskiej rewolucji uniknął represji dzięki protekcji wuja, wysokiego rangą wojskowego w służbie Franciszka Józefa I. Z rewolucjonisty stał się oficerem cesarskim, zdobywając tytuł szlachecki na polach Solferino. Tego ranka, pełen entuzjazmu, obserwował wydarzenia przed sobą. Wspominał, że został zaproszony przez głównodowodzącego na przejażdżkę na Wzgórze Króla Sygurda, gdzie dzień wcześniej brygada Gondrecourta stoczyła chwalebny bój z batalionami generała Steinmanna. W sławnym 30 pułku, złożonym z Polaków, zginął major Stampfer, prowadząc swój batalion do szturmu. Potyczka była intensywna, mimo że temperatura spadła do dziewiętnastu stopni poniżej zera.
3 listopada 1867 roku na północny-wschód od Rzymu, pod Mentaną, spotkały się ze sobą wojska wyznawców Chrystusa, dowodzone przez generała Hermanna Kanzlera, na co dzień głównodowodzącego armią papieską, i zastępy piewców „religii Świętego Karabinu”, którym przewodził generał Giuseppe Garibaldi, zaprzysięgły wróg katolicyzmu i królewskiej władzy Piusa IX nad Państwem Kościelnym. Bitwa tam stoczona stanowiła tragiczny finał gry pozorów, prowadzonej przez władcę i radę ministrów Włoch z rządami i opinią publiczną innych państw Europy. Przybrani w czerwone, rewolucyjne koszule żołnierze garybaldyjscy przekroczyli granice pontyfikalnej monarchii, aby pod przykrywką antypapieskiej rebelii – realizowanej w imię republikańskich haseł – przyłączyć Lacjum, ostatni bastion doczesnego władztwa rzymskich biskupów, do jednoczącej się pod berłem Wiktora Emanuela II nowej, równie monarchicznej Italii... Marcin Suchacki (1979), historyk i pisarz, wychowanek II LO im. Jana Śniadeckiego w Kielcach, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Od 2013 r. publikuje w naszym Wydawnictwie, koncentrując się na wojnach o zjednoczenie Niemiec i Włoch. Niniejsza książka stanowi dziesiątą w jego dorobku. Opowiada ona o tytułowej bitwie, ukazanej zarówno w kontekście zmian politycznych w Europie lat 60. XIX wieku, jak też duchowego kryzysu świata zachodniego w początkach obecnego stulecia.